Kościół Zielonoświątkowy Zbór Emaus w Rzeszowie

MOI DRODZY,

Kwarantanna narodowa trwa już tydzień i mam nadzieję, że u was wszystko w porządku. Wiem, że niektórzy z was chodzą nadal do pracy lub pracują zdalnie, a pozostali po prostu zostali odesłani na przymusowy urlop do domu. Zdaję sobie sprawę z wielu niedogodności z tego powodu. Z pewnością mamy do czynienia z wyjątkową sytuacją.

Koronawirus spędza sen z powiek ludzi na całym świecie. Zdominował już nie tylko media i pierwsze strony gazet, ale również nasze rozmowy. (Gdyby tak ewangelia była przekazywana jak informacja o wirusie, hmm…)

Z pewnością nikt nie był przygotowany na koronawirusa. Stąd też pojawiają się jakże różne i często skrajne reakcje na to zjawisko. Nie omija to również kościoła. Jedni reagują całkowitą ignorancją nie przestrzegając żadnych ustalonych zasad, dostrzegając w tym raczej polityczną manipulację niż pandemię, inni natomiast twierdzą, że wierzący człowiek nie powinien przed tym uciekać, ale wręcz pokazać i udowodnić swoją wiarę, jeszcze inni są przerażeni i wpadają w panikę, co z pewnością wpływa na stan ducha. Każde doświadczenie a takim jest również koronawirus, jest próbą, takim sprawdzianem dla człowieka a zwłaszcza człowieka wierzącego, jak zareaguje na dane wydarzenie. Nie chcę tutaj demonizować ani zaklinać rzeczywistości, ale raczej podejść do sprawy tak zwyczajnie po prostu wierząc w to, co jest zapisane w Słowie Bożym. Wiadome jest, że myśli człowieka determinują jego wiarę i co za tym idzie postępowanie. Więc chcę się podzielić z wami, co myślę w obecnej sytuacji i jak w związku z tym postępuję. Może to komuś nieco pomoże.

Po pierwsze…

USPOKAJA mnie fakt, że Bóg jest Wszechmocny i Wszechwiedzący, a to znaczy, że wiedział o koronawirusie i całej tej sytuacji wcześniej niż my i z pewnością wie wszystko na jego temat i również to, kiedy wygaśnie, Może również uwolnić nas z jego wpływu w każdym momencie, jeśli zechce, DLATEGO SIĘ MODLĘ.

Po drugie…

WIEM także, że Bóg współdziała we wszystkim ku dobremu z tymi, którzy Boga miłują, więc mogę SPODZIEWAĆ SIĘ, że w ostateczności wyjdzie mi to na dobre.

Po trzecie…

W tych okolicznościach NIE MUSZĘ DEMONSTROWAĆ swojej wiary i nikomu niczego udowadniać. Po prostu NIE PCHAM SIĘ tam gdzie nie muszę i gdzie wiem, że może spotkać mnie nieszczęście. Król Salomon daje mi cenną w tym temacie lekcję. „Rozważny, widząc zło, kryje się, nierozważni tam idą i szkodę ponoszą Przyp. Sal. 27,12. Ale jednocześnie wiem, że gdy sytuacja tego będzie wymagać i nie będzie innego wyjścia, to wtedy zrobię krok wiary, bo tak trzeba. JESTEM TEGO ŚWIADOMY, że jeśli żyję, to dla Pana żyję, a jeśli umieram, to dla Pana umieram:, ponieważ, czy żyjemy czy umieramy Pańscy jesteśmy. (Rzym.14:8). Mając tym bardziej na uwadze słowa Pawła, że, jeśli tylko w tym życiu pokładamy nadzieję w Chrystusie, jesteśmy ze wszystkich ludzi najbardziej pożałowania godni. 1 Kor. 15:19

Po czwarte…

Każde nieszczęście o tak dużym zasięgu to przede wszystkim wyzwanie dla rządzących. Nie muszę przypominać, że wszelka władza od Boga jest ustanowiona, niezależnie, jaka frakcja w danym momencie sprawuje tę władzę. Każda ich decyzja to ogromna odpowiedzialność, więc potrzebują dzisiaj nie tyle naszych komentarzy, co naszej MODLITWY. Modlitwy o mądrość w podejmowaniu właściwych decyzji. I tutaj jest moja rola i kościoła, aby zgodnie ze Słowem Bożym modlić się za wszystkich sprawujących władzę.

Ale nie tylko potrzebują modlitwy, lecz również naszej współpracy wyrażającej się w zwyczajnym posłuszeństwie do ustalonych zasad. Powinniśmy to zrobić chociażby, ze względu na naszego Pana i Zbawiciela Jezusa Chrystusa. Jeśli zalecają nam min. unikanie większych skupisk ludzi i nie podawanie sobie ręki, oraz częste ich mycie, to po prostu zróbmy to. Nie sądzę żeby moja wiara na tym ucierpiała no … może trochę moja duma. :)

I na zakończenie chcę zaznaczyć, że każde utrapienie czy nieszczęście w swej naturze ma charakter swoistej terapii wstrząsowej. Budzi nagle człowieka z letargu przyzwyczajenia i wygody, ingerując gwałtownie w jego życiowe plany. Dla człowieka wierzącego to czas duchowej pobudki. Wszyscy dobrze wiemy, że właśnie w takim momencie o wiele łatwiej i chętniej szukamy Bożej obecności. To również czas konfrontacji, jakości naszego duchowego życia i wiary. Zaczynamy ponownie zdawać sobie sprawę z naszej słabości i przypominać, że jesteśmy tak bardzo zależni od naszego Ojca w niebie.

Nie unikniemy nieszczęść i prób w naszym życiu, nikt nam przecież tego nie gwarantował ale w zamian mamy BOŻE OBIETNICE, których POWINNIŚMY SIĘ TERAZ MOCNO UCHWYCIĆ.

W Psalmie 34,20 czytamy, że…

„Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego, ale PAN WYBAWIA GO OD WSZYSTKICH.”

Zauważmy, że najpierw jednak nieszczęście musi na sprawiedliwego spaść, żeby Pan go wybawił…

Ap. Paweł pięknie podsumowuje tą ważną prawdę słowami z Listu do Rzymian 8,18

„Albowiem sądzę, że utrapienia teraźniejszego czasu nic nie znaczą w porównaniu z chwałą, która ma się objawić.”

I pamiętajmy, że NAJLEPSZE DOPIERO JEST PRZED NAMI !

Kochani, zatem nie ma potrzeby panikować ani traktować z lekceważeniem obecnej sytuacji. PO PROSTU ZAUFAJMY NASZEMU ZBAWICIELOWI I Z MĄDROSCIĄ, ODWAGĄ, I POWAGĄ PODEJDŹMY DO KORONAWIRUSA.

Pozdrawiam Was,
Pastor Marek Skrzypczak